Logowanie
Rejestracja
  Aktualności     Galeria     Artykuły     Audio     Filmiki     Księga Gości     Intencje     Trasa     Linki
pielgrzymka-kaliska.pl | Konferencja 4/2011. Jestem mężczyzną, jestem kobietą
Wpisał/a: Paweł | Dotyczy: Wszystkie Grupy | Data: 2011-08-12 05:56:30    X    
Konferencja 4/2011. Jestem mężczyzną, jestem kobietą
Idąc za słowami błogosławionego Jana Pawła II chcemy "otworzyć drzwi Chrystusowi", który jest kluczem do zrozumienia tego, kim jestem. Bo nie mogę siebie zrozumieć bez Chrystusa". Bóg stwarzając mnie z miłości i do miłości chce, abym był święty. Nic lepszego nie może się przydarzyć! I do świętości Bóg wzywa każdego z nas, każdego człowieka.
Jako człowiek jestem albo mężczyzną, albo kobietą. Dlatego chciałbym, byśmy się trochę temu przyjrzeli. Co to znaczy być mężczyzną? Co to znaczy być kobietą?


Możesz także posłuchać tej konferencji

Zaczniemy od mężczyzny, bo to jest mi bliższe niż bycie kobietą! Punktem wyjścia uczynimy sytuację idealną: pokazanie mężczyzny w małżeństwie słowami Jana Pawła II z adhortacji "Familiaris consortio". "W małżonce widzi mężczyzna wypełnienie się zamysłu Bożego: 'Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc', i swoim czyni okrzyk Adama, pierwszego oblubieńca: 'Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!' Prawdziwa miłość małżeńska zakłada i wymaga, aby mężczyzna żywił głęboki szacunek dla równej godności kobiety: 'Nie jesteś jej panem ? pisze św. Ambroży ? lecz mężem, nie służącą otrzymałeś, ale żonę ... Odpłać życzliwością za życzliwość, miłość wynagrodź miłością'. Mężczyzna winien żyć ze swą żoną 'w szczególnej formie przyjaźni osób'. A chrześcijanin jest powołany do rozwijania nowej postawy miłości, okazując w ten sposób swej własnej oblubienicy miłość subtelną i mocną zarazem, jaką Chrystus żywi do Kościoła. Miłość do małżonki, która została matką, i miłość do dzieci są dla mężczyzny naturalną drogą do zrozumienia i urzeczywistnienia swego ojcostwa. Nade wszystko tam, gdzie warunki społeczne i kulturalne łatwo skłaniają ojca do pewnego uwolnienia się od zobowiązań wobec rodziny i do mniejszego udziału w wychowaniu dzieci, konieczne jest odzyskanie społecznego przekonania, że miejsce i zadanie ojca w rodzinie i dla rodziny mają wagę jedyną i niezastąpioną. Jak uczy doświadczenie, nieobecność ojca powoduje zachwianie równowagi psychicznej i moralnej oraz znaczne trudności w stosunkach rodzinnych, podobnie jak, w okolicznościach przeciwnych, przytłaczająca obecność ojca, zwłaszcza tam, gdzie występuje już zjawisko tzw. 'machizmu', czyli nadużywanie przewagi uprawnień męskich, które upokarzają kobietę i nie pozwalają na rozwój zdrowych stosunków rodzinnych. Mężczyzna, ukazując i przeżywając na ziemi ojcostwo samego Boga, powołany jest do zabezpieczenia równego rozwoju wszystkim członkom rodziny. Spełni to zadanie przez wielkoduszną odpowiedzialność za życie poczęte pod sercem matki, przez troskliwe pełnienie obowiązku wychowania, dzielonego ze współmałżonką, przez pracę, która nigdy nie rozbija rodziny, ale utwierdza ją w spójni i stałości, przez dawanie świadectwa dojrzałego życia chrześcijańskiego, które skutecznie wprowadza dzieci w żywe doświadczenie Chrystusa i Kościoła" (FC 25).
Nieźle... Mężczyzna ukazujący na ziemi ojcostwo samego Boga... Ostoja i opoka dla swoich najbliższych... Czy współczesny mężczyzna jest w stanie to dźwignąć? Ktoś porównał kiedyś rolę mężczyzny do kapitana okrętu, który pełni funkcje opiekuńcze i ojcowskie wobec wszystkich na pokładzie i to mobilizuje go do wielkiej odpowiedzialności. Kapitan jest zmuszony do ekstremalnego wysiłku i poświęceń, gdy wymaga tego sytuacja. On naprawdę w razie katastrofy ostatni opuszca okręt, nawet gdyby miał z narażeniem życia na własnych plecach wynosić pijanego majtka z maszynowni. On na pokładzie jest pierwszy po Bogu i to go zobowiązuje. Jaki mężczyzna nie chciałby kimś takim być!!! Pamiętamy pewnie film "Szklana pułapka" z Brucem Willisem. Czego on nie jest w stanie zrobić, by ratować swoich najbliższych, by pokazać, że na niego - mimo wszystko - można liczyć! I potem nagroda: żona w ramionach męża: bezpieczna, chroniona, kochana; dumna, że ma takiego męża; to uznanie i szacunek w jej oczach! Facetowi nie trzeba niczego więcej!!! Dzisiaj chyba coraz rzadziej kręci się takie filmy - czasami jeszcze jakiś film wojenny, po obejrzeniu którego mężczyzna jest dumny i zadowolony z tego, że jest mężczyzną.
Rzeczywistość pokazuje, że mężczyźni przestają być kimś ważnym. To ich psuje i demobilizuje. Ich siła i odwaga nie jest wykorzystywana do tego, by byli obrońcami i opiekunami kobiet i dzieci. W rywalizacji z kobietami nadużywają siły i pojawia się przemoc fizyczna i duchowa, która nie ma nic wspólnego z byciem mężczyzną. Kobiety - niestety - szturmują i przejmują różne funkcje mężczyzny. Już nawet do przekazywania życia nie jest on potrzebny. Wystarczy jakiś anonimowy dawca spermy lub nawet można go całkowicie wykluczyć (pomysł klonowania człowieka). Można tu jeszcze dodać, że dzisiaj bezpłodność w coraz większym stopniu dotyczy mężczyzn niż kobiety! I mężczyzna jest zagubiony! On bardzo źle znosi takie usuwanie go na margines. Dokonuje się na naszych oczach swoisty zamach na jego rolę i znaczenie! Zobaczmy chociażby obraz mężczyzny w reklamach. Facet zna się właściwie tylko na piwie! To kobieta jest ukazywana jako ta odpowiedzialna; to ona wie, co jest ważne dla jej rodziny i domu; to ona zna się na wszystkim: to ona staje na wysokości zadania. Mężczyzna jest właściwie w cieniu kobiety, a przecież powinno być odwrotnie.
Zobaczmy jakie fałszywe wzorce męskości funkcjonują w dzisiejszym świecie:
- elagancikowaty, narcystyczny laluś (metroseksualny) z upudrowaną twarzą i ufryzowanymi włosami, zabiegający o swój wygląd i swoje ubranie. Porusza się z wyreżyserowanym wdziękiem. Próbuje konkurować wyglądem z laleczkami Barbie;
- beztroski, chłopczykowaty Piotruś Pan. Fruwający z kwiatka na kwiatek, nieskażony myślą o jakiejkolwiek odpowiedzialności;
- playboy bawiący się beztrosko i bezmyślnie na terenie seksualności kilkudziesięcioletni chłopiec. Programowo niedorozwinięty, tak niefrasobliwie traktujący owoce (poczęte dzieci) swoich seksualnych zabaw, że należałoby się zastanowić, czy w ogóle przekroczył już próg uczłowieczenie;
- macho, czyli twardziel, wręcz brutal, o zniszczonej naturalnej wrażliwości, zdolności do wzruszeń i uniesień. "Niszczyciel" traktowanych przedmiotowo kobiet, chlubiący się swym odarciem z wszelkich przejawów ciepła;
- szybkostrzelny szeryf, który cynicznie "morduje" wszystkich dokoła. Nie zawsze wiadomo po co, ale za to jak! - zawsze efektownie. Nowoczesny szeryf nie staje już w niczyjej obronie, nie poświęca się dla ochrony słabszych, on po prostu załatwia skutecznie swoje egoistyczne interesy;
- singiel z własnego wyboru żyjący w pojedynkę, by móc bez ograniczeń zabawiać się (oczywiście trzeba tu odróżnić osoby, które wybierają świadomie życie samotne, by bardziej żyć i być dla innych). Nie ma mowy u singla o odpowiedzialności za skutki swoich działań, zwłaszcza jeśli chodzi o dziedzinę seksualną - nie ma mowy o żadnych dzieciach!
Wspólną cechą tych wzorców jest egoizm (czyli zaprzeczenie miłości), bezmyślność i bezrefleksyjność (czyli brak myślenia o skutkach dzisiejszych czynów), bezwolność (czyli podporządkowanie działań chwilowym odczuciom i nie poddawanie ich kontroli woli) oraz brak odpowiedzialności. Wydaje się, że dla tych, którzy choć trochę myślą, coraz bardziej jasne się staje, że tylko "postawa pełna miłości, uczciwie zatroskana o dobro bieżące i przyszłe (aż do wieczności), charakteryzująca się silną i konsekwentną wolą wyboru dobra, poskramiająca chwilowe uczucia i pobudzenia ciała w kierunku zła (pokusy) oraz obejmująca niezachwianą odpowiedzialnością siebie i powierzonych sobie podopiecznych" (Jacek Pulikowski), może charakteryzować prawdziwego mężczyznę. Dlatego nie dziwią zdecydowane słowa Davida Camerona, premiera rządu brytyjskiego: "Najwyższy czas, aby ojcowie, którzy porzucili rodziny, byli z całą mocą napiętnowani i palili się ze wstydu. Powinniśmy ich traktować tak samo jak pijanych kierowców. Cała nasza kultura powinna im dać jasny sygnał, że to, co robią, jest złe". Jacques de Bourbon Busset napisał w swoim "Dzienniku": "Żyć z L. i dla L. nie zawęża mnie. Przeciwnie, jest to poszerzenie. Wiem to tak samo, jak wie się niektóre rzeczy fundamentalne, pozostające poza rozumowaniem i dowodami. L. i ja jesteśmy miejscem przejścia siły. Zgodziliśmy się na tę sytuację. Tego doświadczenia, jedynego, jakie daje uzasadnienie życiu, można dokonać tylko z kobietą. Homoseksualizm jest dla mnie zagadką. Znałem i znam nadal miłość braterską, ale było to i jest przywiązanie abstrakcyjne, wspólnota myśli, wspomnień, zamierzeń, nic, co przypominałoby odruch, który popycha ku ciału odmiennemu, innej rasy, z innej planety. Mężczyzna wie, że jest brutalny i powierzchowny. Szuka u kobiety tego, czego mu brakuje, za czym tęskni. Gdyby mógł to coś znaleźć u zwierzęcia, spróbowałby. Oto wyrasta przed nim roślina, która mówi i chodzi. Udaje, że jest taka sama jak on, ale on nie da się zwieść. Oczekiwał, że będzie go naśladowała, jego, tę zakutą głowę, choć sama jest z gatunku wznioślejszego i subtelniejszego. Rozumie rzeczy, których on nie jest w stanie pojąć, a jedynie udaje, że je pojmuje, choć tylko rozkłada je i rekonstruuje na swój sposób. Narzuca milczenie pnącemu się kwiatu i podstawia szkielet w miejsce bujnej, pachnącej i obfitej natury. Kobieta - powiadają same kobiety - nie chce być liana. Woli być kamieniem lub betonową płytą. Architektura roślinna jest jednak trwalsza. W końcu to ich sprawa. L. naprawdę wzruszyła mnie dopiero w dniu, kiedy poprzez maskę kobiety refleksyjnej i czynnej dostrzegłem stworzenie bezbronne i spragnione opieki. Słyszę, jak zgrzytają zębami amazonki. Moja prawda nie pretenduje do tego, by stać się powszechnym prawem. Miłość jest związkiem dwóch słabości, lecz tylko jedna z nich bierze odpowiedzialność za wspólny los. Nie jest to kwestia siły. Samiec, nawet chorowity i kaleki, odpowiada za swoją żonę. W grę wchodzi jego honor, racja istnienia"(1965 rok).
Co więc mężczyzna ma zrobić, aby wygrać męskość?
1)Mężczyzna musi uwierzyć, że jego przeznaczeniem, jedyną misją, która może mu dać pełnię szczęścia już tu na ziemi, jest ojcowanie. Drogi i sposoby ojcowania mogą być różne, choć najpowszechniejsze jest ojcowanie w rodzinie.
2)Musi zatęsknić do ojcowskiej kariery. Stanie się to, gdy uwierzy, że spełnione ojcostwo jest jedyną drogą do pełni jego szczęścia, jego osobistego szczęścia.
3)Musi precyzyjnie i jednoznacznie wiedzieć, co to znaczy być ojcem, co należy czynić, by być dobrym ojcem. Jak wiemy samymi (nie popartymi czynami) dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło.
4)Musi podjąć wytrwałą pracę na rzeczy bycia ojcem. Ważna tu jest dozgonna wierność. Żadne zrywy, wzloty ani heroizm nic nie znaczą bez tej wierności. Ona jest powodem męskiej dumy: wytrwałem, dałem radę!

Zakończmy to spojrzenie na bycie mężczyzną słowami z cytowanego już dzisiaj "Familiaris consortio" Jana Pawła II: "Mężczyzna powołany jest do zabezpieczenia równego rozwoju wszystkim członkom rodziny przez: wielkoduszną odpowiedzialność za życie poczęte pod sercem matki; troskliwe pełnienie obowiązku wychowania dzielonego ze współmałżonka; pracę, która nigdy nie rozbija rodziny, ale utwierdza ją w spójni i stałości przez dawanie świadectwa dojrzałego życia chrześcijańskiego" (FC 25).
Przejdźmy teraz do bycia kobietą. Zacznijmy ten fragment naszych rozważań słowami błogosławionego Jana Pawła II: "Stwarzając człowieka 'mężczyzną i niewiastą'. Bóg obdarza godnością osobową w równej mierze mężczyznę i kobietę, ubogacając ich w niezbywalne prawa i odpowiedzialne zadania właściwe osobie ludzkiej. Z kolei Bóg w najwyższym stopniu objawia godność kobiety, gdy On sam przyjmuje ciało ludzkie z Maryi Dziewicy, którą Kościół czci jako Matkę Bożą, nazywając Ją nową Ewą i stawiając jako wzór kobiety odkupionej. Subtelny szacunek Chrystusa dla kobiet, które wezwał do pójścia za sobą i do przyjaźni, Jego ukazanie się po zmartwychwstaniu kobiecie przed innymi uczniami, misja powierzona kobietom, aby zaniosły Apostołom dobrą nowinę o zmartwychwstaniu ? to znaki potwierdzające szczególne uznanie Chrystusa Pana dla kobiety. Powie Apostoł Paweł: 'Wszyscy dzięki wierze jesteście synami Bożymi ? w Chrystusie Jezusie... Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie'" (FC 22). "Prawdziwy awans kobiety domaga się, by ? wyraźnie była uznana wartość jej zadania macierzyńskiego i rodzinnego w odniesieniu do wszystkich innych zadań publicznych i wszystkich innych zawodów. Zadania te i zawody powinny zresztą uzupełniać się wzajemnie, jeżeli się pragnie, by rozwój społeczny i kulturalny był prawdziwie i w pełni ludzki. Stanie się to łatwiejsze, jeżeli odnowiona 'teologia pracy' naświetli i pogłębi znaczenie pracy w życiu chrześcijańskim i ustali podstawową więź, jaka istnieje pomiędzy pracą i rodziną, a tym samym pierwotne i niezbywalne znaczenie pracy dla domu i wychowania dzieci. Należy przezwyciężyć mentalność, według której większy zaszczyt przynosi kobiecie praca poza domem, niż praca w rodzinie. Wymaga to jednak, by mężczyźni poważali i miłowali kobietę z całym szacunkiem dla jej godności, i aby społeczeństwo stwarzało i rozwijało warunki sprzyjające pracy domowej" (FC 23). Jednak najpiękniejsze słowa, jakie przeczytałem o kobiecie, to słowa znanego nam już Jacques?a de Bourbon?a Busset?a: "Tym, co trwa, co ma żywot twardy, jest natura, kobieta, ziemia. Reszta to nadbudowa, wysypka, bańka mydlana, dym. Byle było czym się zabawić, zabić jakoś czas, wypełnić konwersację i kolumny dzienników. A kiedy nie zostanie już nic, na nagiej i skażonej ziemi kobiety zbiorą chrust, rozpalą ogień i wszystko zacznie się na nowo" (1965 rok).
Pan Bóg wiedział, co robi, gdy stwarzał kobietę jako "odpowiednią pomoc dla mężczyzny". W tekście oryginalnym na określenie "pomocy" jest użyte słowo, które w Biblii jest przeważnie stosowane do Boga, który jest ratunkiem dla człowieka. Kobieta jest w stanie wyzwolić to, co najlepsze w mężczyźnie, co jest gdzieś ukryte - czasami pod grubą skórą. Jednak kobieta też ma swoje pragnienia i swoje potrzeby. Chciałbym na dwóch z nich się zatrzymać:
1)Kobiety pragną być kochane. Nie jest zaskoczeniem, że każda kobieta pragnie czuć się kochaną. Co zaskakuje, to fakt, że głęboko w sercach większości kobiet - nawet tych pozostających we wspaniałych związkach - kryje się utajona niepewność, czy ich mężczyźni naprawdę je kochają i czy ich związek jest w dobrym stanie. To poczucie niepewności zwykle schodzi pod powierzchnię świadomości, lecz gdy coś je pobudzi, większość kobiet okazuje niepokój, dopóki ich zmartwienie nie znajdzie rozwiązania. Dlatego kobieta pyta: "Czy ty mnie jeszcze kochasz?". Wypowiedziane podczas ślubu "tak" wcale nie uspokaja raz na na zawsze żony co do uczuć męża względem niej. Skoro więc żona kryje w sobie niepewność, mąż ma dawać jej pewność (Na pytanie żony: "Czy ty mnie kochasz?" mąż "nieuczony" odpowie najchętniej: "Przecież już raz ci to powiedziałem". Po latach "treningu" może jednak z niekłamanym uśmiechem powiedzieć: "No właśnie, kochanie, miałem ci to powiedzieć. Oczywiście, że cię kocham i to coraz bardziej"). O żonę trzeba ciągle zabiegać (Dla niej nie istnieje jakiś punkt domknięcia związku, po którym już zawsze będzie się czuła stale i w pełni kochana. Myśli, że taki jest jest cel całej reszty małżeńskiego życia. Dlatego właśnie chce - i zasługuje na to - by się o nią starać każdego dnia małżeństwa. Mąż więc winien pytać siebie: "Co takiego robiłem wtedy, gdy jeszcze chodziłem z przyszłą żoną, że mój urok był tak nieodparty?").
2)Kobiety pragną poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego i poczucia bliskości. Kiedy kobieta myśli o bezpieczeństwie, jej pierwotną myślą nie jest dom, konto z oszczędnościami, prywatna szkoła dla dzieci. Największe znaczenie ma dla niej bezpieczeństwo emocjonalne: poczucie uczuciowego związania i bliskości, poczucie, że mężczyzna będzie przy niej bez względu na wszystko. Z pewnością bezpieczeństwo finansowe również jest dla niej ważne, ale dla większości kobiet nawet nie zbliża się do pierwszego miejsca na liście. Co dokładniej oznacza to poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego:
- żona czuje, że z mężem są sobie bliscy;
- widzi, że czas który spędza razem z mężem, jest dla niego szczególnie ważny;
- widzi oddanie męża dla niej;
- widzi, że mąż bierze czynny udział w domowym życiu;
- widzi, że mąż stara się zapewnić utrzymanie i dobrobyt rodzinie, i nie odbywa się to kosztem wcześniejszych punktów.

Chciałbym zakończyć wypowiedzią pewnej żony: "Mój mąż uśmiecha się do mnie, gdy przychodzi z pracy do domu i widzi, że dzieci namalowały mi pisakami potwory na nogach. Woli kanapki z jajkiem i spagetti od wyrafinowanych potraw. Wierzy, że jestem zdolniejsza, jestem bardziej troskliwą matką i lepszą osobą niż to jest naprawdę... Jego wieczny optymizm czyni mnie powoli, dzień po dniu inną, znacznie piękniejszą osobą, niż byłabym bez niego. Jest on niedoskonały, dziecinny i niestaranny, a jednocześnie silny, mądry i kochający. To, że jestem razem z nim przez całe moje życie, jest największym wyczynem, jakiego kiedykolwiek dokonałam. Ciągle czekam na to, że obudzi się, przeskoczy przez górę nieupranych ubrań i ucieknie z domu. Jemu jednak nawet moje wady wydają się urocze. Przez ostatnie dziesięć lat oboje się zmieniliśmy, ale jedno pozostało bez zmian: to, jak bardzo go potrzebuję".

 
Nick:
E-mail:
GG:
 
Napisz nowy komentarz do artykułu:
Przepisz kod:

© pielgrzymka-kaliska.pl 2009-2011   Projekt: Nikodem.Kalisz.pl   Strona wygenerowana w 0.02 sekundy.   Polityka prywatności.    Kontakt