Wpisał/a: Malwina | Dotyczy: Wszystkie Grupy | Data: 2009-08-15 23:56:17X
Oceń artykuł.Już oceniałeś/aś ten artykuł.Zgłoś do usunięcia.
Rozważania Drogi Krzyżowej
Rozważania Drogi Krzyżowej z dnia 14 sierpnia 2009 roku - ks. Piotr Woźniak
Im bardziej zbliżałem się do Jerozolimy, tym bardziej dochodził do moich uszu zgiełk tego ogromnego miasta. Spoglądając na okalające ją mury próbowałem sobie wyobrazić i schowane w ich objęciach domy a przede wszystkim świątynię, do której zmierzałem z moją pielgrzymką. Na myśl o tym poczułem intensywne wzruszenie. Gardło mi się zacisnęło z emocji, otworzyłem szeroko oczy, aby chłonąć to wszystko, co mnie spotka w miejscu, do którego zmierzam. Przekraczając ogromną główną bramę miasta poczułem jak wciąga mnie jego siła. Wszedłem w tłum a on porwał mnie swoim nurtem. Mijając dziesiątki krzyczących kramarzy i towar wystawiony na uliczkach próbowałem oderwać wzrok od tysiąca towarów, które każdy z nich z zapałem zachwalał. Pobudzony tym, że jestem coraz bliżej celu przyspieszyłem kroku. W pewnej chwili, kiedy przedostałem się pod twierdzę słynnego Piłata z Pontu zauważyłem dziwną scenę:
Dzięki Radio Rodzina możesz także wysłuchać nagrania:
Stacja I Jezus na śmierć skazany. Oto moim oczom ukazał się przerażający widok. Na placu przed pałacem Piłata zgromadziło się mnóstwo ludzi. Arcykapłani, lewici, handlarze, rzemieślnicy i wielu tych, którzy przybyli na święta do Jerozolimy. Była tam także cała kohorta żołnierzy rzymskich, którzy słyną ze swojego okrucieństwa i bezwzględności. To oni wyprowadzili na balkon tam gdzie już stał słynny Piłat jakiegoś człowieka. Niestety musiałem na chwilę zamknąć oczy. Nie mogłem na niego patrzeć, tak nieludzko został zbity. Okryty purpurowym płaszczem, na głowie miał założone gniazdo z cierni z przerażająco długimi kolcami, które wbiły mu się w skórę głowy. Twarz miał tak opuchniętą od uderzeń, że prawie nie było widać Jego oczu. Po związanych grubym sznurem dłoniach niedawno musiało spłynąć wiele krwi, która krzepnąc zabarwiła dłonie na czerwono. Mimo zgiełku miasta, do moich uszu dobiegło zdanie wypowiedziane przez Piłata ubranego w białe szaty: nie jestem winny krwi tego człowieka. Po tych słowach Piłat obmył symbolicznie dłonie w podanej przez sługę misce wody. Zrozumiałem, że człowiek, na którego patrzę został właśnie skazany na śmierć. W głowie mi się zakotłowało. Miałem tysiące myśli. Za co ten człowiek został tak bezwzględnie osądzony. Co złego uczynił, że najpierw został skatowany a teraz krótkim wyrokiem skazany na śmierć? Odwróciłem się do najbliżej stojącej mnie osoby i zapytałem: dlaczego ten człowiek został skazany na śmierć? Daj mi Boże rozeznanie odczytywania znaków na mojej drodze życia, nawet jeśli są to sytuacje, które tak trudno zaakceptować. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja II Jezus bierze krzyż na swoje ramiona. Człowiek, którego zapytałem o to dlaczego skazali tego człowieka na śmierć spojrzał na mnie podejrzliwie i z wyraźną niechęcią powiedział, że to Jezus z Nazaretu, który ogłosił się zbawicielem świata i królem Izraela i że chciał zburzyć największy skarb świata ? świątynię w Jerozolimie. Spoglądając na wyniosłe mury wielkiej świątyni, pomyślałem ja ten jeden człowiek mógłby tego dokonać? Może to po prostu jakiś zwykły szaleniec? A może po prostu go nie zrozumieli, kiedy do nich mówił. Kiedy podjąłem próbę analizy nieznanego mi dotąd skazanego na śmierć Jezusa, poczułem, że tłum rusza z miejsca i zaczyna mnie nieść. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem, że na ramiona Jezusa włożono krzyż. Muszę się przyznać, że nigdy dotąd nie widziałem krzyża na którym umierają skazańcy za największe przestępstwa. O krzyżu tylko słyszałem. Ktoś kiedyś opowiadał mi, że ci,którzy przybici do niego wiszą czasem - umieraja na nim nawet przez kilka dni. Skazaniec w ogromnych mękach w dzień i w nocy to traci przytomność, to ja odzyskuje. Dusi się od swojego ciężaru, mdleje z upływu krwi i cierpi ogromne pragienie, nie wspominając całych chmar much i innych insektów, które kąsają wiszącego. Wzdrygnęło mną przerażenie kiedy o tym pomyślałem. Ale zanim to wszystko nastąpi, skazany musi sam zanieść narzędzie zbrodni na Górę Czaszki czyli na golgotę. Bezwładnie poszedłem z tłumem za Jezusem ciągle myśląc: co takiego uczynił Jezus, że skazany został na śmierć. Daj mi Boże siły do dźwigania w moim życiu tego, co stanowi mój krzyż. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja III Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy. Było okropnie gorąco a przez to straszny smród spoconych tłoczących się wokół mnie ludzi. Orszak z jak się okazało trzema skazańcami ruszył. Znów dałem się ponieśc tłumowi. Ale tym razem starałem się zbliżyć nieco do żołnierzy rzymskich, którzy ciasno otaczali skazańców. Stamtąd mogłem zobaczyć tablice niesione przed nieszczęśnikami mówiące o ich winie ? dlaczego zostali skazani. Nie było łatwo się przepychać przez tę ciżbę. Nie miałem wiele sił w końcu miałem za sobą kilkudniową długą i wyczerpującą drogę. Nie mniej jednak z każdym krokiem byłem bliżej. Nagle ni stąd ni z ową tłum ryknął złowrogo. Ludzie dookoła mnie krzyczeli na całe gardło: wstawaj! Podnieś się! Ruszaj! Ty pseudo królu. Niektórych przekleństw jakie docierały do moich uszu nie jestem w stanie powtórzyć. Początkowo nie wiedziałem co się stało, bo ludzie unieśli zaciśnięte pięści w górę tworząc las rąk przez co zasłonili mi cały widok skazańców. Po chwili, kiedy emocje nieco opadły i tłum opuścił złowrogie pięści zobaczyłem coś przerażającego: Jezus leżał na ziemi, przewrócił się jak się domyślam najpierw na kolano spod którego ciekła powoli krew a potem na twarz. Nie miał siły powstać leżał jakby obejmował ramionami całą tę gorącą od nienawiści ziemie i jakby czekał aż ona odpowie na jego gest. Daj mi Boże zrozumieć dlaczego upadam. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja IV Jezus spotyka Matkę. Po tym upadku nie miał siły powstać, ale szarpiący go żołnierze energicznym szarpaniem przypomnieli Jezusowi, że musi iść dalej. Kiedy żołnierze podnosili z ulicy Jezusa, zobaczyłem że o kilka kroków ode mnie stoi kobieta, którą wspierał z jednej strony bardzo młody chłopak a drugiej młoda dziewczyna w rozpuszczonych włosach. Widok przedziwny. Co robi tu ta kobieta? Zapytałem sam siebie w myślach. Tu gdzie taki ścisk i zgiełk, gdzie setki ludzi krzyczą obrzydliwe słowa znajduje się jakaś kobieta z tak młodymi towarzyszami. Początkowo nie zauważyłem tego, ale po chwili rzuciło mi się w oczy jej oblicze. Nigdy w życiu nie widziałem tak zbolałej twarzy. Jej oczy były chyba najsmutniejszymi oczami na świecie. Widziałem kilkakrotnie ludzi smutnych z różnych powodów, najczęściej na pogrzebach, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Co dziwniejsze jej oczy ani na chwilę nie odrywały się od Jezusa. Czyżby coś ich łączyło? Może to jego siostra, bo była bardzo podobna. Ale jeśli siostra, to nieco starsza od niego. A może jakaś kuzynka albo inna krewna. Od zawsze rodzina miała prawo iść za skazańcem, aby mu towarzyszyć w jego ostatniej drodze. Mieli oni także obowiązek zająć się ciałem po śmierci skazańca. Pewnie podobnie było i w tym przypadku. Nagle, kiedy Jezus z pomocą żołnierzy podniósł się z ziemi, podszedł do kobiety, która nie niego patrzyła i powiedział do niej cicho: Mamo. Ona odpowiedziała tylko jednym słowem: Synu. Stałem jak zamurowany, nie mogłem uwierzyć. To syn i matka. Próbowałem przypomnieć sobie rysy moje mamy i ze zdziwieniem uświadomiłem sobie, że kobieta, na którą spoglądam podobna jest do mojej matki. Daj mi Boże widzieć drugiego człowieka i cały świat oczami miłości. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja V Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi. Niesiony przez tłum, który ruszył nieco żwawiej ciągle myślałem o scenie, która przed chwilą rozegrała się na moich oczach. Stwierdziłem po chwili, że jestem świadkiem jakiejś niezwykłej historii. Nie jest to zwykły orszak ze skazańcami a Jezus jest jakimś specyficznym, dziwnym skazańcem. Co się dzieje? Dlaczego ci wszyscy ludzie i ja także idziemy w właśnie dziś uliczkami tego miasta? Co takiego wydarzyło się w życiu Jezusa i jego matki, że ta historia połączyła nas. Szczerze mówiąc zapomniałem o celu, dla którego tu przybyłem i natychmiast postanowiłem, że dotrę do końca tej historii i poznam ją na tyle na ile się da. Z moich przemyśleń ocknąłem się, gdy żołnierze krzyczeli na jakiegoś Szymona, który miał nieść belkę, do której przywiązany został Jezus. Mieli rację, Jezus nie doniósłby sam tego wielkiego drewna na miejsce kaźni ? potrzebował pomocy. Skazaniec nie mógł umrzeć po drodze, miał ponieść zasłużoną karę a żołnierze straciliby część wynagrodzenia gdyby do takiej sytuacji doszło. Dlatego wyrwali z tłumu człowieka, aby pomagał nieść krzyż Jezusa. Boże zabierz ode mnie obojętność i daj mi siłę do wychylania się z tłumu aby pomagać innym. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja VI Święta Weronika ociera twarz Jezusowi. To była naprawdę piękna kobieta. Od razu kiedy tylko podeszła do Jezusa rzuciła mi się w oczy jej uroda i smutek w oczach. A uroda połączona z niebywałą odwagą wzbudziła we mnie nieznane dotąd emocje i uczucia. Ja nigdy, przenigdy w takiej sytuacji nie zdecydowałbym się na taki odważny krok. Nie mam w sobie takiej siły, która pozwoliłaby mi na coś takiego. Ona podeszła na oczach osłupiałego tłumu i zaskoczonych żołnierzy do Jezusa z czystą chustą, przyłożyła ją do jego twarzy o otarła ją delikatnie jak to tylko potrafią uczynić ręce kochającej kobiety. Kochającej kobiety. To nie był zwykły gest, to był gest pełen miłości i współczucia, pełen bólu i wielkiej radości ze spotkania jednocześnie. Nie rozumiałem niczego z kolejnej dziwnej sceny rozgrywającej się na moich oczach. Dlaczego to nie przytrafiało się w drodze pozostałym dwu skazańcom? Jezus poszedł powoli dalej a obok mnie stała szczęśliwa młoda dziewczyna trzymająca w swych dłoniach brudną od potu i krwi Jezusa chustę. Ciekawe, co ona z nią teraz zrobi? Może zostawi sobie ją jak pamiątkę z tego spotkania. Dziewczyna teraz tuliła chustę do swojego serca. Nie płakała. Na jej twarzy malował się leciutki uśmiech i spokój. Boże niech obraz Twojego syna nigdy się we mnie nie zaciera, niech daje mi pokój i prawdziwą radość. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja VII Jezus upada po raz drugi. Tego można się było spodziewać. Po tych trzech sytuacjach a zwłaszcza po tej z młodą dziewczyną, która otarła twarz Jezusa żołnierze rzymscy nie kryli swej irytacji i gniewu. Jezus został kilkakrotnie uderzony w plecy za utratę czasu. Procesja przez przystanki nieco się wydłużyła. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Zamroczony przez ostatnie uderzenie upadł. Tym razem runął dużo mocniej niż pierwszym razem, dłużej leżała jakby chciał odpocząć i dłużej podnosili go żołnierze. Opóźnienie egzekucji zirytowało także tłum głodny krwawego widowiska. Ludzie jak opętanie wrzeszczeli wulgarnie na skazanego. W ruch poszły jakieś resztki jedzenia i drobne kamienie i Gródki ziemi. Ludzie rzucali w Jezusa żeby się pośpieszył. Boże daj mi siły cierpliwego dążenia do wyznaczonego przez ciebie celu, którym jest niebo. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja VIII Jezus spotyka płaczące niewiasty. Kobiecy płacz stawał się coraz donioślejszy. To stara tradycja. Płaczki przychodzą na pogrzeby, aby opłakiwać zmarłych. Im się więcej płaci, tym więcej i ładniej opłakują zmarłego. Tradycją było także wychodzenie na ulicę by opłakiwać skazanych na ukrzyżowanie. Wiedziały dobrze, że skazanego nie można opłakiwać na miejscu kaźni wychodziły, więc na ulicę. Nic to nie pomagało skazanemu, ale taki płacz na ulicy był dla nich reklamą. Ktoś mógł je potem wynająć i dzięki temu mogły zarobić. Jezus zatrzymał się na chwilę jakby chciał złapać oddech. Zatrzymał się właśnie obok niech i coś do niech powiedział. Nie słyszałem nic, bo byłem za daleko. Ale zauważyłem, że one przestały zawodzić. Spojrzały po sobie, opuściły głowy jakby ze wstydem. Jezus znów coś do nich powiedział. Ich oblicza stały się inne, jakby spokojniejsze. Jezus ruszył dalej a one rozeszły się. Może poszły do swoich domów, do swoich zajęć, do swoich dzieci. Nie wiem. Ciekawe, co Jezus im powiedział, że tak nagle zmieniły się ich twarze? Moja ciekawość potęgowała się. Kim jest ten Jezus, który idzie przede mną bosy, obity, poraniony a jednocześnie zmieniający z każdym krokiem spotkanego człowieka. Boże daj mi usłyszeć Twój głos, dokonaj we mnie przemiany według Twojego słowa. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja IX Jezus po raz trzeci upada pod krzyżem. Doszliśmy już bardzo blisko. Właściwie było to już miejsce czaszki ? Golgota. Miejsce, w którym znajdował się miejski śmietnik. To tu krzyżowali skazanych wcześniej na śmierć. Do szczytu wzgórza pozostało jedynie kilka kroków, ale cała wcześniejsza droga przebyta przez Jezusa musiała go krańcowo wyczerpać, bo po raz kolejny upadł. Tym razem przewrócił się zupełnie bezwładnie jakby na chwilę stracił przytomność i przez to upadł na twarz, nie podpierał się jak wcześniej, nie miał po prostu sił. Na moment przestałem oddychać myśląc, ze to koniec. Nie wiem, w jaki sposób, ale jakoś go ocucili i chcieli żeby wstał. Jakże to był przykry widok. Nie mógł się podnieść. Nie wiem czy słyszał, co do niego krzyczą, nie wiem czy wiedział gdzie się znajduje. Wyglądał jakby przez chwilę chciał odpocząć przedłużyć kontakt z ziemią. Po kilku chwilach z pomocą żołnierzy wstał ale nie mógł iść. Dwóch z pieszych żołnierzy wzięło go pod boki i zaprowadziło tych kilka ostatnich kroków na miejsce kaźni. Boże daj mi łaskę wytrwania do końca w tym, co dobre jeśli nawet będzie to niesamowicie trudne dla mnie. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja X Jezus z szat obnażony. Musiałem po raz kolejny zamknąć oczy. Nieludzkie zachowanie ludzi doprowadziło drugiego człowieka do takiego upodlenia, które stoi chyba już na samym końcu ludzkich możliwości. Nie dość, że go zmaltretowali, nie dość, że gnali go ulicami pośród handlujących i kupujących jak zaszczute zwierzę to jeszcze na oczach dziesiątek gapiów zdarli z niego szaty, które miał na sobie. Zamknąłem oczy, bo nie godzi się patrzeć na ludzką nagość. Do moich uszu dotarły jedynie szydercze śmiechy uczestników tego koszmarnego przedstawienia. Słyszałem jak krzyczą do niego mistrzu, nauczycielu, uzdrowicielu. Nie były to jednak słowa pełne szacunku i kultury, ale były to okropne szyderstwa, obelgi, przekleństwa. Z zamkniętymi oczami myślałem sobie, dlaczego oni tak go nazywają? Mistrz? Czego mistrz? Nauczyciel? Czego nauczał? Uzdrowiciel? Kogo uzdrowił? Gdzie są teraz jego uczniowie? Gdzie są ci, którzy szli za swoim mistrzem? Gdzie są ci, którzy zostali przedniego uzdrowieni? Rozumiałem coraz mniej. Kręciło mi się w głowie, od upału, zgiełku, krzyków i od moich myśli. A on stał przed całym światem zupełnie nagi i bezradny jak małe nowo narodzone dziecko. Boże daj mi czyste oczy serca abym dostrzegał w bliźnim w świecie to, co niewidzialne. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja XI Jezus do krzyża przybity. Głodny krwawego przedstawienia tłum końcu doczekał się najważniejszego momentu. Tryskająca krew z ran Jezusa wywoływała dzikie okrzyki zwierzęcej euforii. A kiedy go podnieśli do góry z rozwartymi ramionami wszyscy zawyli z zachwytu. Obelgi nie miały końca. Od czasu do czasu ktoś podchodził rzucał przekleństwo i spluwał na wiszącego ukrzyżowanego Jezusa. Intrygujące był to, że nikt nie zajmował się dwoma pozostałymi wiszącymi na krzyżach mężczyznami. Całą uwagę tłum skupiał na wiszącym na środku Jezusie. Dopiero teraz mogłem zobaczyć i odczytać napis, który przez czas procesji był dla mnie niewidoczny. Z przerażeniem przeczytałem napis powielony w trzech językach jakby miały go odczytać wszystkie narody świata. To on nie dość, że jest nauczyciele, mistrzem, uzdrowicielem, jest także królem. Czyim królem? W sercu pytałem samego siebie jednocześnie pytając jego samego: czyim Ty jesteś królem? Gdzie jest Twoje królestwo? Jakie są zasady Twojego królestwa? Chciałbym je poznać, żeby przekonać się czy faktycznie za uczestnictwo w tym królestwie zasługuje się na śmierć? Cóż w twojej nauce jest takiego przewrotnego, że nienawidzi cię prawie cały świat? W tym momencie Jezus podniósł zmęczoną od upału głowę, spojrzał na swoją matkę stojącą obok mnie i tulącą do piersi jakiegoś młodzieńca ? nawet jej nie zauważyłem ? i powiedział do niej kilka słów: matko, oto syn twój. Potem spojrzał na młodzieńca i powiedział: oto matka twoja. A potem stało się coś niesamowitego, Jezus spojrzał na mnie, wprost w moje oczy. Spojrzał tak mocno i głęboko, jakby chciał poznać całe moje życie. Pozwoliłem mu na to, nie broniłem się. Nie znałem go wcześniej, ale poczułem jakby on znał mnie od zawsze i rozumiał co do tej pory przeżyłem, co było dla mnie trudne, przykre i nie do zniesienia. Wiedział, ze od dawna nie akceptuję mojego życia, że mam dosyć siebie i innych, że żyję na siłę i moje problemy i grzechy przerastają mnie. On to wszystko rozumiał, czułem to jak nigdy dotąd. I nagle dokonałem porażającego odkrycia ? on swoim wzrokiem powiedział, że mnie kocha. Po sekundach spojrzenia Jezusa, które wydawały się trwać całą wieczność Jezus skierował mój wzrok na swoją matkę ? odwróciłem głowę w jej stronę ? patrzyła na mnie tak jak on. Boże oczyść proszę moje serce aby był podobne do Twojego. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja XII Jezus na krzyżu umiera. Po trzech godzinach ogromnego cierpienia Jezus umarł. Płakałem jak dziecko. Nigdy dotąd nie płakałem w taki sposób. Łzy wylewały się ze mnie całym potokiem jakbym chciał wypłakać z siebie cało zło, cały ból jakiego w życiu doznałem. Wraz ze łzami czułem jak oczyszcza się moje serce i cała historia mojego życia. A jeszcze przed chwilą nie w ogóle nie znałem tego człowieka a teraz kiedy odszedł stał się dla mnie tak bliski jakbym u jego boku przeżył całe moje życie. Jak to możliwe? Co się ze mną stało, co się ze mną dzieje? Moje życie w jednej chwili przewróciło się do góry nogami. Co ja mam teraz robić? Kiedy stałem taki bezradny przyszedł żołnierz i jakby tego upodlenia było mało, przebił nieżywemu już jezusowi bok. Nawet po śmierci nie dają mu spokoju ? pomyślałem. Z przebitego boku powolną stróżką wypłynęły krew i woda. Powoli bo boku i nogach spłynęły do palców Jezusa i powoli zaczęły kapać na ziemię. Boże spraw abym wchodził całkowicie w tajemnice Twoich sakramentów. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja XIII Jezus z krzyża zdjęty i złożony na rękach Matki. Zrobiło się pusto i słońce zachodziło coraz głębiej. Zbliżał się szabat, więc zdjęto ciała z Krzyża. Żołnierze rozmawiając między sobą mówili, że Piłat dziwił się, że Jezus już skonał. Po chwili mocowania się z gwoździami żołnierze oddali ciało Jezusa jego matce. Ta wziąwszy go na kolana tuliła do swojego serca, jak zapewne tuliła go zaraz po jego narodzeniu. Jakże skrajnie inne musiały być jej uczucia. Nie płakała. Razem tworzyli jakiś niesamowity, majestatyczny pomnik miłości, która została ukrzyżowana. Przyglądałem się tej scenie stojąc nieopodal. Cały świat jakby się zatrzymał. Nie wiedziałem, co robić. Jedno, co mogłem, to patrzeć na tych dwoje i chłonąć spokój, jaki emanował z tej przedziwnej sceny. Boże tak bardzo potrzebuję spotkania z Tobą w kompletnej ciszy. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Stacja XIV Jezus złożony do grobu. ciekawe, ze nikt się mną nie interesował. Fakt, byłem człowiekiem znikąd, nikt z tych, którzy pozostali przy zmarłym Jezusie mnie nie znał. Kiedy kilku mężczyzn i kilka kobiet wraz z matką Jezusa zabrali ciało i ruszyli w drogę aby je pochować instynktownie ruszyłem za nimi. Niedaleko od miejsca ukrzyżowania znajdował się ogród a w nim grób wykuty w skale. Nikt wcześniej nie był w nim pochowany wywnioskowałem z rozmów ludzi, którzy zajęli się pochówkiem. Jezusa złożono do grobu i zatoczono kamień. Po chwili ciszy wszyscy bez słowa zaczęli się rozchodzić. Byłem bezradny, bo zostałem sam. Wszystkie moje plany padły w gruzach, nie wiedziałem, co będzie dalej. Kiedy tak biłem się z myślami poczułem na sobie czyjś wzrok. Podniosłem oczy i zobaczyłem, że Ona Matka Jezus patrzy na mnie. Odwzajemniłem spojrzeniem pełnym współczucia, Ona skinęła na mnie i ? poszedłem za nią. Boże prowadź mnie swoimi śladami, tam dokąd chcesz abym poszedł. Zdrowaś Maryjo. Zmiłuj się nad nami Panie.
Historia mojego życia potoczyła się dalej. W domu Maryi przez dwa przez ten tragiczny wieczór, i cały następny dzień i noc panowała zupełna cisza. Nie śmiałem o nic pytać. Wiedziałem, że muszę czekać. Wiedziałem też, że czas na zadawanie pytań o na odpowiedzi przyjdzie niebawem. Maryja przygarnęła mnie jak swoja dziecko, otoczyła swoim naturalnym ciepłem, nakarmiła i po prostu ze mną była. Nigdy dotąd nie czułem się tak bezpieczny jak właśnie w Jej domu, jak w jej obecności. Chciałem tam zostać na zawsze ale wewnętrznie czułem, że będę musiał stamtąd kiedyś odejść. Kiedy nastąpił dzień trzeci od śmierci Jezusa stało się coś niesamowitego. Mój i nie tylko mój świat obiegła wprost nieprawdopodobna wieść. Jezus żyje! Zmartwychwstał jak zapowiedział to wcześniej! Nie mogłem uwierzyć to nie mieściło się w mojej głowie. Aby przekonać się o tym czy jest to prawdą postanowiłem jak inni spotkać się z nim osobiście. Historia tego pozornie anonimowego człowieka, który był w drodze ? jakby w pielgrzymce może być historią Twojego życia. Wystarczy tylko wejść na tę drogę i poszukać Jezusa. Bardzo pomaga w tym Jego matka Maryja i bycie w jej domu. Popatrz, przecież jesteś już w Jej domu. To także twój dom, do spotkania więc ze zmartwychwstałym Jezusem twarzą w twarz już bardzo niedaleko.